|
Archiwum
Zakładki:
oto jestem
na youtube
Znajomi i blogi, na których bywam
|
wtorek, 09 lutego 2010
Słucham właśnie „hymne a l’amour” Edith Piaf i chociaż czuję wzruszenie, to jednocześnie wzbierają we mnie mdłości i dostaję gęsiej skórki, i nie chodzi tu o epatowanie miłością słodką czy o te cudowne poranki kochanków , ale o wszystkie łotrostwa, wymieniane z drżeniem serca przez podmiot liryczny w refrenie. „Je renierais ma Patrie" (nawet tutaj Patrie pisana jest z dużej litery, sic!), jakie to francuskie. Nie cierpię romantycznych piosenek i romantycznych książek, w ogóle wszelka miłość romantyczna, ta, pokonująca bariery i przeszkody wydaje mi się niesamowicie obrzydliwa. Zawsze w swojej naiwności roiłam sobie, że w miłości pożądana jest pewna dyscyplina umysłu i uczuć, a wszystkie omdlewające gesty i płaczliwe błagania są czymś zupełnie z nią sprzecznym, jak i zacytowane wcześniej, okropne deklaracje. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przytoczony fragment nie jest dokładnym zapisem słów autora, a oryginał brzmi: „J'irais décrocher la lune/ J'irais voler la fortune/ Si tu me le demandais/ Je renierais ma patrie/ Je renierais mes amis/ Si tu me le demandais”, jednak w wersji, której słuchałam, wersy „zdejmę księżyc…” są powiedziane z przekonaniem i mocą, i dla mnie zawsze jasne było, że przedstawione tu zostało żądanie, z kolei druga część wypowiedziana jest niemal szeptem i stanowi żarliwą prośbę, która nieodmiennie kojarzy mi się z łajdackimi obiecankami francuskiego fircyka. „Niech pani nigdy nikogo i o nic nie prosi! Nigdy i o nic, tych zwłaszcza, którzy są od pani potężniejsi! [swoją drogą wydaje mi się, że Woland miał tu na myśli nie tylko życzenia lecz również modlitwy i najwyraźniej było to nie tylko ostrzeżenie ale i groźba] Sami zaproponują, sami wszystko dadzą. Siadaj, dumna kobieto. – Woland zdarł z Małgorzaty ciężki szlafrok i Małgorzata znowu siedziała na posłaniu obok Wolanda. – A więc, Margot – ciągnął Woland łagodniejszym już głosem – czego pani chce za to, że była dziś pani gospodynią mego balu? (…) - A zatem, jak rozumiem… mogę… wyrazić jedno życzenie? - Zażądać, zażądać, Mia donna – uśmiechając się porozumiewawczo, odparł Woland. (…) - Chcę, by mi natychmiast, w tej chwili, zwrócono mego ukochanego mistrza – powiedziała Małgorzata i twarz jej zeszpecił nagły grymas. (…)” Michaił Bułhakow, „Mistrz i Małgorzata” Wstrzymuję oddech za każdym razem, gdy Małgorzata wypowiada swoje żądanie, a później przygasają świece w lichtarzach i wydymają się zasłony w oknie. Czuję, że szybciej bije mi serce, gdy słyszę „i zdejmę księżyc, jeśli tego zażądasz” i wyobrażam sobie, jak osypuje się z niego srebrny pył. Prośby są delikatniejsze i wyrażają je ci, którzy nie mają odwagi żądać, obiecują więc niegodziwości drobne i te większe, a brak przyzwoitości każe im pisać o tym wiersze, zaś ciągłe przesuwanie granic wydaje im się romantyczne.
niedziela, 17 stycznia 2010
czwartek, 14 stycznia 2010
"Dziś w skrzynce leżał tylko jeden nieduży list - i był do Zofii. Jostein Gaarder, "Świat Zofii"
Czasem też chciałabym dostawać listy od nieznajomego o niesamowitej wiedzy i wielkim autorytecie. Mogłyby być nawet sms-y. Na przykład takie: "ogarnij się".
środa, 30 grudnia 2009
sobota, 26 grudnia 2009
czwartek, 24 grudnia 2009
Od kiedy spadł śnieg i ubrałam choinkę nie mogę się opanować, bo wszystko mnie wzrusza i ciągle chce mi się płakać. Powstrzymuję się resztkami sił i mówię sama do siebie życzenia. Ostatnio śniło mi się, że jestem w wielkim centrum handlowym, na środku stoją drzewa z olbrzymimi złotymi bombkami i wszystko aż się skrzy od tego złota. A ja idę wzdłuż wystaw sklepowych, z rękopisem mojej książki pod pachą. Wtedy zobaczyłam S.. Miał na sobie czarny płaszcz, rękawiczki, zatrzymał się przede mną i uśmiechnął smutno, chociaż bardzo się starał. - Czy mogłaby mi pani towarzyszyć w zakupach? - Zapytał uprzejmie, lekko przechylając głowę. - Widzi pani, jestem sam i nikt nie chce ze mną iść. Może pani by chciała? - Nie. - Odpowiedziałam po prostu. Powieka mu drgnęła. - Cóż. - Powiedział tylko. Widziałam, że zupełnie go moje słowa załamały. I przygasły swiatła, poszarzały bombki, był już tylko śnieg. Tegoroczne życzenia są dla S.. Spokoju i serdeczności. Wiele ciepłych słów również dla Mikołaja, mojego pierwszego zupełnie fikcyjnego i zupełnie własnego bohatera literackiego.
Dzisiaj prześcignęłam samą siebie w swojej blondynkowatości, czy też może jestem dla siebie zbyt surowa, dość, ze wygrałam konkurs na blondynkę roku, pierwsze miejsce, medal, nagród pocieszenia nie przewidziano, na podium stałam sama, a zaczęło się niewinnie bo od tego, że spóźniłam się na tramwaj i zamiast czekać na kolejne 28 wpadłam na genialny pomysł i wsiadłam w 23, w drugą stronę, tylko że on się zepsuł kurde przy samym DT WOLA rozkraczył się na środku! Na zewnątrz WIEJE a on STOI i czekam i czekam i jak już wychodziłam to zabipał na mnie, że odjeżdża, udało mi się wsiąść, to chyba jedyny sukces tego dnia, więc jadę nim, cała w skowronkach że jednak ruszył i może nie spóźnię się 10 godzin na drugą w moim życiu lekcję statystyki i tak sobie w głowie układałam, że muszę szybko wysiąść przy dworcu wileńskim. I tak sobie układałam, myślałam, tak sobie to wyobraziłam, że jak drzwi się otworzyły to ja już wyskoczyłam i lecę pędzę na przystanek, zgodnie z moim planem! I dopiero na nim, po zmianie świateł, gdy oczywiście było za późno pomyślałam, że przecież ja muszę wsiąść w 26, których CAŁY sznur był za tramwajem którym jechałam, i który to sznur właśnie śmignął mi przed nosem i w efekcie pzyjechałam pół godziny po czasie, na szczęście razem z Piotrkiem, który później zepsuł mi banana, moje jedyne nie licząc rozklapanych kanapek śniadanie, powiedział, ja jestem mistrzem od bananów! I go złamał! Złamał mi banana, ale cóż i tak go zjadłam, w biegu, między piętrami, z książkami w jednej ręce, z bananem w tej samej, kawą w drugiej a płaszczem w trzeciej i czwartej, bo niósł je Piotrek, czy to z poczucia winy czy zwyczajnej życzliwości, bo wie, że mam problemy z koordynacją a w takich chwilach to szczególnie inteligencją nie grzeszę, więc niósł mi rzeczy ratując mnie od kolejnej katastrofy tym razem gastronomicznej i tak w biegu i ze czkawką i głodna latałam po całym SWPSie, jak małpka na linie skakałam, a kiedy wściekła wlazłam do tramwaju by wrócić do domu w noc i zimno to on się ZNOWU zepsuł i czekałam na mrozie i jakiś palant podjechał na przystanek niemalże swoim wypasionym samochodzikiem z ogrzewaniem pewnie bo idiota był w samej marynarce i koszuli i myślę sobie jestem blondynką w ładnej czapce nie bądź fiutem, podwieź mnie, ale nie odczytał moich myśli, nie! Musiałam wracać sama, NO W DUPEEE CO ZA DZIEŃ A JEST DOPIERO POCZĄTEK TYGODNIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
środa, 23 grudnia 2009
piątek, 18 grudnia 2009
Chciałam dołożyć coś do pudełka, które trzymam w małej szafce. Wyciągnęłam je na podłogę, na chwilę tylko, przysięgam! Odwróciłam się, wzięłam coś z biurka, zapakowałam do pudła. Wszystko to trwało moment. Kiedy jednak spróbowałam wsunąć je na swoje miejsce poczułam miękki opór. Na szczęście dość szybko intuicja podpowiedziała mi, że jest to opór futrzany.
niedziela, 13 grudnia 2009
Zawsze myślałam, że może i nie jestem szczególnie ładna ale przynajmniej nadrabiam intelektem. Niestety ostatnio przestałam. Śpię i jestem nieużyta.
piątek, 11 grudnia 2009
Jestem twoim kotkiem, kochaj mnie, tu i teraz. Uczucie odżywa w moim kocie za kazdym razem, gdy otwieram książkę. Tym razem jest to "Psychologia miłości" Bogdana Wojciszke.
środa, 09 grudnia 2009
Przeczytałam w pewnym poradniku, że od kota należy wymagać i być konsekwentnym. Kiedy więc Zofia ugryzł mnie po raz kolejny, uznałam, że już czas by zająć stanowisko. Krzyknęłam "niedobry kot, zabraniam ci! Nie pozwalam!" i prztyknęłam go w nos, tak, jak to radził autor podręcznika. No i cholera nie miał racji, bo kot rozeźlił się nie na żarty, po czym rozpoczął przemianę w Megazorda. Najpierw zmrużył jedno oko na znak, że sprawa jest poważna, drugie dla równowagi jakoś tak bardziej otworzył, jak postać w głupkowatej kreskówce, wcale jednak nie był zabawny, następnie położył po sobie uszy, postawił sierść przez co zrobił się dwa razy większy i osiem razy bardziej czarny, cośtam burknął, prychnął, wystawił zęby i ruszył na mnie. Szuuuu!
poniedziałek, 30 listopada 2009
piątek, 13 listopada 2009
"This is a brief account of the treatment of depression using poetry therapy as the modality. The patient was a professional man, 42 years of age. Ten treatment sessions are synthesized in this study which follows the epiphany of the self" Ken Edgar, Indiana University of Pennsylvania "PSYCHOTHERAPY: THEORY, RESEARCH AND PRACTICE" VOLUME 16, # 1 , SPRING, 1979
I myślę sobie, że owszem, zdarzało mi się czytać wiersze młodych twórców tak straszne, że wyciskały łzy i może takie katharsis jest ważnym elementem terapii, zastanawia mnie tylko, czy to etyczne?
niedziela, 18 października 2009
Obudziłam się późno w nocy. Za oknem padało i wiał bardzo silny wiatr. Podeszłam więc do parapetu, by przyjrzeć się dokładnie i wtedy usłyszałam za sobą ciche kroki. Ktoś stanął tuż obok i oparł się o parapet. To był S.. Uśmiechnęłam się do niego, byłam jeszcze zaspana, po chwili jednak oprzytomniałam.
*** "Pośród gości będą różni, o, bardzo różni, ale nikogo, królowo Margot, proszę nie wyróżniać! Jeśli nawet ktoś się pani nie spodoba... ja wiem, oczywiście, że nie da pani tego po sobie poznać, o tym nie ma mowy! Zauważy, natychmiast zauważy! Jedyne wyjście to polubić takiego kogoś, trzeba go polubić, królowo! Gospodyni balu zostanie za to po stokroć wynagrodzona. I jeszcze jedno - proszę nie zapomnieć o nikim! Chociaż uśmiech, jeżeli nie starczy czasu, żeby rzucić jakieś słówko, choćby najlżejsze skinienie głowy! Cokolwiek pani zechce, byle tylko nikt nie zastał pominięty. Inaczej uświerkną ze zgryzoty..." Michaił Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"
piątek, 16 października 2009
W drodze na zajęcia zobaczyłam martwego kota. Był jeszcze bardzo mały. Miał szare futro, bardziej chyba puch niż fotro, zupełnie mokry od deszczu. Leżał na trawniku z otwartym pyszczkiem, całym czerwonym. Leciała z niego krew.
I nie mówię tu o jakimś mistycyzmie śmierci czy tym, że jestem mroczna, bo opisuję martwe zwierzaki, ale o fakcie, że musiałam go znaleźć w momencie, gdy w głowie miałam najczarniejsze myśli na temat sprawy, o której opowiadać mi nie wolno i w którą nikt nigdy by mi nie uwierzył, a tego kota odebrałam, jako rybę w gazecie.
***
Czemu mnie się to przytrafia? Przecież nie jest nawet poniedziałek...
czwartek, 08 października 2009
piątek, 02 października 2009
Jest juz jesien i wszedzie pelno lisci, kasztanow, coraz mocniej wieje wiatr. A ja siedze przed starym komputerem i przypominam sobie wszystkie zapomniane zdjecia, poprawiam notatki, koncze listy. Chociaz nie wszytko dziala, spacja szwankuje, zepsulo sie g, ale bez jakiegos dramatu.
wlasnie.
liscie i listy.
sobota, 12 września 2009
sobota, 05 września 2009
Dziś rano spotkałam go w przedpokoju. Ruszył w moim kierunku, zatrzymał się jednak dwa kroki ode mnie i zamrugał. Powiedziałam mu "dzień dobry" i chciałam pogłaskać. Wtedy podniósł się i odszedł kawałek dalej. Zamrugał ponownie. To była kocia aluzja. Ty głupi grubasie.
czwartek, 03 września 2009
Godzina 20.15 Wpadliśmy tam wczoraj z wizytą, ale ganek był zamknięty, a gąska dawno pojechała do domu.
środa, 26 sierpnia 2009
niedziela, 23 sierpnia 2009
S. to kolejna osoba, którą spotkał wątpliwy zaszczyt bycia moim bohaterem. Poznałam go jakiś czas temu. Miły i uprzejmy, powiedział "dzień dobry" i podał mi rękę, a mnie zrobiło się głupio. Popatrzyłam mu przez chwilę w oczy po czym szybko spuściłam wzrok.
Przepraszam, muszę Pana opisać.
sobota, 15 sierpnia 2009
|